zima
Całe to zimowe wspinanie jest dziwne. Bo najpierw jest Ci gorąco. Podchodzisz i podchodzisz... Pot cieknie po plecach i dupie. Potem stajesz i się szpeisz. I od razu robi się zimno. Jak prowadzisz, to masz fart. Za chwilę będzie Ci gorąco. Jak asekurujesz - gorzej. Będzie dalej zimno. I w ogóle jakoś mało finezyjne to wspinanie. Takie trochę zwierzęce napieranie do przodu. Owszem, trafiają się chwile, kiedy trzeba delikatnie, kiedy nawet zdecydowanie trzeba przyłożyć niutona. Ale pomięzy tymi chwilami brnie się w śniegu. Śnieg w górę, śnieg w dół. Ponure stęknięcia stoku na podejściu aż "Jeży się pyta". (nie poprawiać. Nie wspinałem się z Jurkiem). Ogólnie materia stawia opór. Raki nie działają na tarcie, dulfer w rysie jest przez to trochę trudniejszy...
Sezon zaczęliśmy z Pafnucem "mocnym uderzeniem". Zgubiliśmy się i podchodząc pod Kocioł Kościelcowy weszliśmy za wysoko i zrobiliśmy nową drogę w zupełnie innym miejscu. Staraliśmy się tak, aby pasowało do schematu drogi Klisia, którą wg nas robiliśmy. W zasadzie pasowało, poza tym, że zacięcie na ostatnim wyciągu osiągało się trawersem ;-), a ucieczka do domniemanej depresji Kochańczyka i sama domniemana depresja była dziwnie trudna jak na opisowe II. Na dróżce zostawliśmy diagonala. Trudności wyciągów: III, II, IV 120m. Daliśmy dupy po całości i było nam wesoło.
Potem z Włodarem poszliśmy na drogę "Cywiński - Janik" na "Sedlovej Vezy" w Górach Zakazanyh. Było -15st, wiało jak licho. Górę i ścianę zlokalizowaliśmy, ruszyliśmy i ... nie znaleźliśmy piątkowego wyciągu. Ale weszliśmy na pik i na pewno była to "Sedlova Veza". Dawania ciała ciąg dalszy...
Potem jeszcze z soloistem (nie ma to jak pogadać z kimś inteligentnym na stanowisku) pomknęliśmy na straszliwe zerwy Kotła Kościelcowego na kombinację "Kliś - Kochańczyk" za III. Tym razem znalazłem i drogę i ścianę.
Potem z Filipem zrobiliśmy jeszcze "Niemca" IV+ na Kotle Kościelcowym i "Potoczka" III/IV na Czubie nad Karbem. Małe ściany, nieistotne drogi... Ale fajnie było. Wesoło.
Pod koniec z Włodarem pojechaliśmy do Moka. Katastrofalne zagrożenie lawinowe zmusiło nas do ucieczki na lodospady w Dolinie Białej Wody. Wspięliśmy tam "Michalko-Mrazek" WI 4 i "Adin Usmiev" WI 3.
Ogólnie wszystkie drogi krótkie, niepoważne i mniej warte w sumie niż ta jedna z zeszłego sezonu... Ale przynajmniej nikt się nie odmroził ;-)
>>