TARN2008
Prosto z Tatr błękitny bolid zabrał nas do Tarnu. Trwało to ponad 20 godzin monotonnej jazdy (te autostrady to totalna nuda !). Na miejsce dotarliśmy w nocy. Po rozbiciu obozowiska i odespaniu podróży wyruszyliśmy w skały. I tak już nam zostało przez prawie 2 tygodnie. Wspinanie odbywało się rano. W południe i wczesne popołudnie pławiliśmy się w rzece Tarn. Wieczorem z powrotem wspinanie. Co dwa dni rest. Do atrakcji rejonu można zaliczyc:
- rezerwat orłosępów - majestatycznie krążyły...
- miejscowe winnice (robi się to tak: idziemy od piwnicy do piwnicy i degustujemy. Nie w każdej trzeba kupowac.... Po zakupach konieczny rest)
- średniowieczne klimatyczne miasteczka z kamienia
- rzekę Tarn. Wartką i dośc umiarkowanie ciepłą. Żeby nie rzec zimną...
- placówkę emerytowanych belgijskich komandosów. Bardzo fajnie jest byc emerytowanym belgijskim desantowcem...
- piękne, długie drogi w estetycznym pomarańczowo - błękitnym wapieniu.
- nie trzeba miec dużo ekspresów. Na większości 35m. dróg wystarcza ich 9 -10
Wspinaliśmy się w stylu OS, FLASH i RP, przy czym RP polegało nie na patentowaniu, tylko napieraniu po locie od nowa. Nie wspięliśmy niczego trudnego, ale za to dużo. Onsightem i fleszem puszczało do 6c+. Powyżej (do 7a, 7a+) musieliśmy się przed prowadzeniem przeleciec... A loty to się tam wali fajne... Niektóre runouty w trudnościach ładnych 5 metrów ponad wpinką i więcej. Ale wszystko bezpiecznie gleba nie zagrażała...
>>